Gera i Lili. Kadr z filmu.
NA EKRANIE

O trudnej miłości – szkic krytyczny dotyczący filmu „Dziewczyna z portretu”

Powinnam się gniewać na Toma Hoopera. Powinnam czuć się urażona, a nawet głęboko
zawiedziona i rozczarowana. Czyżby pierwsza miłość do jego wizji świata przeminęła
pozostawiając jedynie gorzki niedosyt? Gdzie zniknął kunszt reżyserski, który tak mnie
oczarował w filmie „Jak zostać królem”?


„Myślę, że ten film opowiada o akceptacji. O akceptacji, która staje się możliwa dzięki miłości.”
Tom Hooper, reżyser

Piękne krajobrazy, uwrażliwiająca widza muzyka, perfekcyjnie dopracowana scenografia oraz niebanalny temat przekonują mnie do faktu, iż to na pewno technika charakterystyczna dla Hoopera. A jednak po jego filmie oczekiwałam czegoś jeszcze – wyrazistego portretu psychologicznego głównego bohatera. Na czyj karb zrzucić winę? Na reżysera, czy też na aktora? Eddie Redmayne nie podołał tej trudnej roli? Czy to znaczy, iż Colin Firth dał z siebie o wiele więcej?

Potem nasuwa mi się myśl znacznie śmielsza. Czy może główną rolę powinna odegrać kobieta? Nie ma być to jednak recenzja „Dziewczyny z portretu”, tylko wnikliwa refleksja nad pewnym aspektem, który ten film ukazuje. Wcześniejsze przemyślenia tylko nakierowały mnie na, w moim mniemaniu, prawidłową interpretację dzieła Hoopera. Przed seansem byłam przekonana, iż ów esej zostanie poświęcony tematowi transwestytyzmu i problemowi tożsamości płciowej, lecz w momencie, gdy zasiadłam przed laptopem, zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie o tym pisać.

Drugi dzień minął, a ja trwałam nieruchomo wpatrzona w ekran. Czasem coś zapisałam, lecz zaraz kasowałam słowa. Pozostawał jednak czysty niczym tabula rasa, a mój umysł trawiła pustka. Palił mnie wstyd związany z twórczą niemocą. Trudny temat stał się dla mnie istną pracą Syzyfa. Z czym się zmagałam? A może inaczej: czego się obawiałam?

Minęło wiele takich chwil pełnych zwątpienia, zanim zrozumiałam, że ten film poruszył
w moim sercu zupełnie inną strunę, a nie tę, której się spodziewałam. Produkcja Toma
Hoopera oferuje nam mianowicie jeszcze jeden godny uwagi temat, tj. miłość, ale nie taką wyłaniającą się z popularnych wątków romantycznych w filmach przygodowych, tylko skomplikowaną relację między dwojgiem, właściwie trojgiem ludzi (zakochaną kobietą, jej małżonkiem a Lili – jego alter ego). Pragnę pisać o uczuciu, dla którego człowiek, marna istota, jest w stanie poświęcić wszystko. W imię miłości jesteśmy skłonni uczynić każdą rzecz, zarówno dobrą, zupełnie niewinną, jak i złą, wkraczając tym samym na ścieżki grzechu. Dla tego potężnego uczucia człowiek potrafi zabić, ale również oddać swoje własne życie. Jaka jest miłość ukazana w filmie Hoopera? Nazwałam ją miłością trudną – do zdefiniowania i do opisania.

Vincent van Gogh powiedział kiedyś, że kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu. Już w dawnych czasach uważano, że artyści słyną z szalonego życia oddając się dziwactwom, niewybrednym zabawom i miłosnym uniesieniom. Malarze, pisarze i poeci obracali się
w towarzystwie, gdzie wszelka odmienność była postrzegana jako coś pożądanego, wręcz przez wszystkich oczekiwanego. Dzięki wyróżnianiu się zyskiwali na popularności, a ich twórczość lepiej się sprzedawała.

Alicja Vikander jako Gerda. Kadr z filmu.

Gerda Wegener zapisała się na kartach historii sztuki jako autorka erotyków i malarka
portretów, a także indywiduum o silnym charakterze. W wieku 18 lat poślubiła z wielkiej
miłości Einara, uznanego duńskiego malarza krajobrazów, jednak szczęście małżonków
zostało przerwane przez pojawienie się Lili – drugiego wcielenia Einara. Na jej wtargnięcie do ich życia zgodziła się sama Gerda. Kobieta, potrzebując modelki pozującej do jednego z obrazów poprosiła swojego męża o to, by założył pończochy i kobiece buty. Wtedy Einar zrozumiał, że natura popełniła ogromny błąd zamykając go w ciele mężczyzny, mimo że Bóg chciał stworzył go kobietą. Dłonie mężczyzny dotykające delikatnego materiału sukni modelki, zafascynowanie cienką koszulą nocną żony i pragnienie włożenia ją na własne ciało stały się zapowiedzią kryzysu.

Lili, jak nazwała ją malarka, zamieszkała nie tylko na jej obrazach. Uczestniczyła w ich codzienności, powoli odbierając Gerdzie prawdziwego Einara. To, co na początku miało być zwykłą zabawą, polegającą na przebieraniu Einara za kobietę i wprowadzaniu jej na przyjęcia jako jego kuzynki, zamieniało życie Gerdy w koszmar. Czuła, że traciła męża, a jego miejsce zajmowała inna kobieta. Mimo to była przy niej i starała się pomóc zyskać atrybuty kobiecości. Traktowała Lili jak siostrę, choć powinna uznać ją za intruza. Doznawała wewnętrznego konfliktu, zawartego między miłością do ciała człowieka,
które przejęła Lili Elbe, a chęcią odzyskania dawnego Einara, swojego męża i kochanka.

Gerda chciała cofnięcia czasu, zapewne wyrzucała sobie, że dopuściła do zaistnienia drugiej kobiety w ich życiu. Zupełnie rozbrajająca okazuje się scena, w której zapłakana i mokra od deszczu opuszczona żona błaga Lili o przyprowadzenie jej męża, którego potrzebuje, do którego chciałaby się teraz przytulić. Ta jednak odmawia, gdyż według niej Einar odszedł na zawsze. Kładą się spać do wspólnego łoża jako Gerda i Lili. Pani Wegener nie ma już nawet odwagi zabronić Lili przekroczenia ostatecznej granicy. Trwała przy alter ego swojego męża do samego końca. To ona znalazła lekarza, mogącego uczynić Lili w pełni kobietą. Uwierzyła tak samo mocno jak pani Elbe, że Einar jest płci żeńskiej oraz była świadoma, że tylko spełniając jego marzenie może uczynić go naprawdę szczęśliwym.

Einar pozuje jako baletnica.

Poświęcenie i opiekuńczość Gerdy, a także ciche zezwolenie na odebranie sobie tego, co
najważniejsze w jej życiu, kontrastuje z egocentryczną postawą Einara/Lili. A przecież to
główny bohater/bohaterka mówią głośno Gerdzie o tym, jak bardzo ją kochają. Malarka daje przykład tego potężnego i wszechmocnego uczucia, jakim może darzyć człowiek, za pomocą czynów, a nie samych słów. Nie mam wątpliwości, że to właśnie Gerda nadaje filmowi wartości, dzięki której można było mówić o obrazie Hoopera jako godnym kandydacie do Oscara.

Portret psychologiczny Einara Wegenera blednie, a jego przemiana wewnętrzna i zewnętrzna w Lili Elbe staje się niedostatecznie „mocna” przy przyciągającym widza wizerunku malarki Gerdy. Gra aktorska Alici Vikander stoi na najwyższym poziomie. Umiejętnie odgrywa dramat zakochanej i „zdradzanej” kobiety. Pokazuje, że dla miłości własne szczęście można zepchnąć w najdalszy zakamarek ludzkich pragnień. To, co przy jej niezwykłej subtelności wyraźnie rzuca się w oczy, czyli przerysowane gesty i wyraz twarzy Einara, staje się drażniące i zastanawiające. Można to tłumaczyć jedynie tym, że główna postać chce udowodnić przede wszystkim sobie, iż jest „prawdziwą” kobietą. Ale czy takie zachowanie jest właściwe dla transwestytów?

W filmie Gerda wypowiada ważne i zapadające w pamięć słowa skierowane do Lili:
„Obiecałam Einarowi, że się Tobą zaopiekuję”. Siła i upór tkwiący w pani Wegener bronią cały seans pod warunkiem, że podczas niego widz obierzę jej perspektywę. To nie dzięki współcześnie dyskusyjnemu tematowi osób transpłciowych dzieło Hoopera było głośno komentowane i podejmowane na całym świecie (jak uważa większość środowisk), tylko sprawiło to ukazanie w nim jedynej w swoim rodzaju, wyjątkowej i trudnej miłości.

Eddie Redmayne jako Lili.

Jeśli chodzi o problem transwestytyzmu, to dużo lepiej przemawia do mnie drugoplanowa rola Jareda Leto („Witaj w klubie”, reż. Jean-Marc Vallée), albo film pt. „Na zawsze Lawrence”, którego reżyser, Xavier Dolan, również ukazał w nim gorącą miłość, ale jednocześnie nie zaniedbał wątku o poszukiwaniu własnej tożsamości!

Według mnie twórca „Dziewczyny z portretu” wypowiadając słowa, które umieściłam jako cytat przewodni, niejako wprowadza oglądającego w błąd. To nie jest film przede wszystkim o akceptacji, do której przyczynia się miłość, ale o wielkiej i trudnej miłości pozwalającej na tę akceptację. Tym samym plasuje film raczej obok takich tytułów jak „Motyl i skafander”, „Teoria wszystkiego” z oscarową rolą Eddiego Redmayne’a, czy też „Piękny umysł”. Tylko że za takim rozumowaniem pojawia się kolejne pytanie: co więc było faktyczną intencją reżysera?

W tekście wykorzystano:
zdjęcia ze strony imdb.com.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s